
Gdzieś tam na początku roku roiłem o tym, aby zimorodka zdybać... .

Że niby to miał być patron rozpoczynającego się nowego czasu. W imaginacji
swej wyobrażałem sobie, że jak się zepnę, jak naprężę to takiego ptaszka
uchwycę i opromieniony jego kolorowymi piórkami za dzielnego fotoprzyrodnika
robił będę... .

A tu siurpryza! Lato za nami a w precyzyjnie ustalone miejsce w Brodnicy
i zapasowe nad Brdą nie pojechano. Szczególnie tej Brodnicy mi żal, bo
miasteczko urokliwe a życzliwi ludzie zapraszając przyjazdu mego wyglądali... .
Jeśli kiedyś tam przyjadę to nie wiem jak się im na oczy pokażę... .
- Na przebłaganie pewnie tłustego barana trzeba będzie na stosie ofiarnym
złożyć... . Albo chociaż pierników przywieźć!

Już teraz błagam: brodniczanie wybaczcie!
* * *

A póki co król polskiego nieba, strzech i baśni bocian nasz powszedni.

Zobaczyłem go w Teremiskach jak na kominie stał. Jak żołnierz na warcie,
jak posag on majestatycznie trwał. W najlepsze.

I tym sposobem on za króla tego roku u mnie robi!
- No nie sądzę, nie sądzę abym jakąś grubszą ptaszynę od niego upolował.