Lubię sobie wcześnie wstać skoro świt (2:47) po to by
jutrzenki blask duszkiem pić.

Zamysł był taki, aby fotografować na jeziorze także ptaki.
- Samochód, ponton i picie.

Kiedy nadmuchiwałem gumiaka siłą własnej stopy - pewien wędkarz podjechał
do jeziora przyczepką i z łódeczką na niej. Dowiedziawszy się, że u mnie fotografia
a nie ryby zadowolony i szybki popłynął bystro na elektrycznym motorku dokładnie
w stadko które było moim celem... .
Wróciwszy z pustymi rękoma na brzeg
(nawet z pobliskiej wyspy ptaki zostały
dokładnie przepędzone!) nie odpuściłem. Bystrym okiem wypatrzony drapieżnik
osiadł mi łagodnie pikselami na matrycy... .

Pewnie przez tą przepaskę na oczach, zobaczony na drucie dzierzba srokosz
(= samiec gąsiorka!) skojarzył mi się z przestępcą!
Dopiero trzciniak (= młodziutki gąsiorek!) na kukurydzy ułagodził moje skołatane
nerwy i mordercze myśli.

- Nie nie! Z
tym panem nie zamieniłem nawet jednego słowa.
I dobrze, bo dobrze jest być na wolności!Będą wkrótce i na to kolejne dowody.