
Tu jest zamknięte.
Na głucho.
Od dawna i dla każdego.
Proszę się więc nie dobijać.
...bo pogonią!
Przepis
Schłodzić w lodówce białka (nie może być w nim nawet odrobiny żółtka!)
ubić je na sztywno w wysokim naczyniu Pamiętajmy, że białko powiększa swą objętość 8-krotnie! Uwaga! Naczynie musi być odtłuszczone i całkiem suche, bo wyjdą nici z ubicia!
ubijając dodawać na przemian po łyżce cukru i cukru pudru, a pod koniec dosypać cukier waniliowy - aż od ubijania powstanie gładka i lśniąca piana
wtedy naczynie ustawić na parze i ubijać jeszcze 10-15 minut! (Horror!)
Aby bezy były kolorowe, do piany można dodać kilka kropli spożywczego barwnika (Brrr! Lepiej już jakiegoś soku.). Można też (tuż przed wykładaniem na blachę!) dodawać do osobnych porcji: zmielone orzechy, utartą czekoladę, nieco kawy lub kakao. Z tą kawą to ostrożnie i malutko, bo może być gorzko.
Krok 4
Całość przelewamy do garnka i podgrzewamy na malutkim ogniu, aby masa zrobiła się gęsta. Jak zacznie przywierać do łyżki to znaczy że jest ok. Aby mieszanina nie przywarła do garnka musimy ciągle mieszać.
- Mieszałem łyżką okropnie długo (17 min.), a i tak zrobiły się grudki, których i tak nikt oprócz mnie nie widział.
Krok 5
Teraz odstawiamy całość na bok by ostygła.
Robimy oczywiście po swojemu wykorzystując patencik z zimną wodą po raz drugi.
Jak już masa ostygnie to dodajemy do niej śmietanki cały czas dokładnie mieszając.
- W internetowym przepisie o tym nic nie było, ale najpierw zrobiłem ze śmietanki puszystą masę. Użyłem do tego celu miksera z takimi cosiami do ubijania piany.
Krok 6
Jak już całość będzie dobrze połączona to wkładamy wszystko do lodówki aż się schłodzi.
Lepiej jednak zanurzyć znowu garnek w zimnej wodzie. Będzie szybciej!
W podsumowaniu przekładamy schłodzoną masę do zamrażalnika na około 6-7h.
Krok 7
Wyjąć na około 0,5 godziny przed spożyciem. Podawać z uśmiechem i koniecznie przy dźwięku fanfar. Szmer podziwu, głośne mlaskanie gości oraz (na zakończenie) standing ovation przyjmujemy jako zdarzenia nam należne, a potem przekazywane w legendach rodzinnych z pokolenia na pokolenie.