
Ostatnio nie bywam na salonach. A szkoda!
Ani na salonach władzy ani na salonach artystycznych (a są jeszcze takie?!)
ani tym bardziej na tych salonach najzwyklejszych, czyli miejskich.
Żeby już nie powiedzieć mieszczańskich.
Straty jakie ponoszę z tego niebywania widoczne są gołym okiem.
Niedoinformowany jestem jakoś tak na lewą nóżkę bardziej,
koncept mi w oczach marnieje szpetnie
a i dzikość jakąś przy nowiu widzę w porannym lustrze.
Dobrze więc, że chociaż do pałacowego parku mnie wpuścili.